Stereotypy

ID artykułu: 25
Napisany przez: piter
Napisany dnia: 01 Kwi 2016, 11:29
Link do artykułu:
http://kkr.nsc.pl/forum/kb.php?a=25

Stereotypy dotyczące średniowiecza


Jako rekonstruktor od pięciu lat jestem wyczulony na stereotypy dotyczące odtwarzanej przeze mnie epoki. Powszechne wśród ludzi i powszechnie przekłamane lub mocno uogólnione opinie są nieco krzywdzące, ponieważ nie chciałbym, aby ktoś mówił o mnie, że odtwarzam wieki brudu, smrodu i ciemnoty. Jednak o wiele bardziej irytujące jest bezrefleksyjne podtrzymywanie tychże opinii przez najróżniejsze osoby, m.in. nawet nauczycieli (historii oczywiście). Każda próba sprostowania stereotypu podjęta przez pasjonatów czy zwyczajnie przez osoby mające wiedzę kończy się kontrowersyjnym sporem i często ostrą argumentacją.

Stereotypy, na przykład o płaskiej Ziemi czy o niemobilności średniowiecznego rycerza, często brały się z błędnie odczytanych podań, kronik lub po prostu z lotnej fantazji pisarzy.

Zatem mam szczerą nadzieję, że tym artykułem nieco przybliżę i sprostuję opnie dotyczące wieków średnich ukazanych w krzywym zwierciadle.

Płaska Ziemia


Jednym z najpowszechniejszych stereotypów pojawiających się w opiniach o średniowieczu jest to, że ówcześni ludzie, a w szczególności Kościół i chrześcijanie gorąco wyznawali pogląd, jakoby Ziemia miałaby być płaska. Oczywiście wskazuje to na brak wykształcenia, niedouczenie czy zwyczajną głupotę średniowiecznego człowieka. Jednak w rzeczywistości teoria płaskiej Ziemi nie była w średniowieczu zbyt popularna i spotkała się z ostrą krytyką ówczesnych myślecieli. Powszechnie przyjęty stan rzeczy został spopularyzowany dopiero w XIX w. w twórczości Washingtona Irvinga. W napisanej przez niego powieści z 1828 r. "History of the Life and Voyages of Cristopher Columbus" pojawiły się wymyślone wstrząsające zmagania Kolumba z katolickim klerem, który rzekomo nie chciał dopuścić do podróży, ponieważ obawiał się utracenia statków poprzez zwyczajny spadek z krawędzi Ziemi. Krzysztof Kolumb istotnie spotkał się z opozycją Kościoła, ale z całkowicie odmiennych powodów, mianowicie już wtedy wiedziano, że Ziemia jest okrągła i ma około czterdzieści tysięcy kilometrów obwodu, a przy uwzględnieniu ówczesnej techniki tak długa trasa stanowiła przeszkodę nie do pokonania. I opozycjoniści mieliby rację, gdyby nie napotkana pod drodze Ameryka.

Dalszymi propagatorami mitu byli dwaj twórcy: John Draper, który napisał "Historię konfliktu między religią a nauką" (1874 r.) oraz Andrew Dickinson White ze swoją "Historią wojny nauki z teologią w chrześcijaństwie" (1896 r.).

Jednak zgodnie z powiedzeniem, że "w każdej historii jest ziarno prawdy", coś musiało być u podstaw tego stereotypu. Były to poglądy niejakiego Laktancjusza żyjącego na przełomie III i IV wieku głoszone w dziele "Divinae Institutiones". Autor uważał, że Ziemia jest płaska, jednak nie powoływał się na żaden autorytet, a wnioskował to wyłącznie z logiki i swoich obserwacji. Nie znając jeszcze zjawiska grawitacji twierdził, że "nie do pomyślenia jest wyobrażenie sobie, że mogłyby istnieć miejsca, gdzie rzeczy wisiałyby z dołu do góry".

Podobnie myślał Kosmas z Aleksandrii. W VI w. sądził, że Ziemia kończy się murem, za którym zachodzi słońce. Jednakże jego "Topographia Christiana" spisana była po grecku, trzy jedyne odnalezione rękopisy także, zatem nie wywarły dużego wpływu na myśli łacińskiego Zachodu w średniowieczu.

Następną z podstaw może być zwyczajne pytanie. Większość osób zapytanych o to, kto i kiedy odkrył, że Ziemia nie jest płaska, bez wahania odpowie, że to zasługa Krzysztofa Kolumba, czy Galileusza, którzy narażając się na krytykę i prześladowania ze strony Kościoła, chcieli obalić powszechny mit znany średniowiecznym prostaczkom. Otóż jest to zwyczajna pomyłka. Galileusz nie mógł odkryć, że Ziemia jest okrągła, gdyż z chronologicznego punktu widzenia dokonała tego załoga Ferdynanda Magellana 42 lata przed narodzinami słynnego astronoma, czyli w 1522 r.

Oczywiste jest także, że to nie zasługa Kolumba. Żeglarz przygotowując się do swojej wyprawy korzystał z wydanej
w 1480 r. wersji dzieła francuskiego kardynała d'Ailly "Imago Mundi" z przełomu XIV i XV wieku . To w tej książce Kolumb odnalazł dowody na kulistość Ziemi znane już od starożytności, a zwłaszcza dowody pochodzące z XIV rozdziału II księgi traktatu "O niebie". Kardynał d'Ailly przytacza też w swoim dziele obliczenia długości ziemskiego równika dokonane przez Eratostenesa w II w.p.n.e. Grecki matematyk i filozof twierdził również, że płynąc na zachód od Giblartaru można dotrzeć do Indii.

Oprócz Laktancjusza i Kosmasa nikt więcej w średniowieczu nie uważał, iż Ziemia jest płaska. Wręcz przeciwnie. Pozostali średniowieczni myśliciele porównywali Ziemię do piłki, na przykład Izydor z Sewilli. XIV i XV wieczni uczeni tacy jak Jan Buridan, broniący tezy mówiącej, że Ziemia kręci się wokół własnej osi i Nicolas Oresme spierali cię do do tego,
w jaki sposób obraca się Ziemia.

A oto ilustracja z XIII wiecznego podręcznika Jana Sacrobosco (wydanie drukowane z 1478 r.):


Image


Jest jeszcze jedno źródło, którego interpretacja w tej kwestii wywołuje więcej kontrowersji niż sam stereotyp – Biblia. Według niektórych ludzi można w niej odnaleźć dowody na płaskość Ziemi, jednak według mnie jest to źródło raczej wątpliwe ze względu na jego metaforyczny charakter i mnóstwo możliwych interpretacji, jednak dokładną ocenę i analizę pozostawiam Wam.

Zatem opinia, iż w średniowieczu myślano, że Ziemia jest płaska, okazała się być zwyczajnym stereotypem, biorącym się z braków w wiedzy oraz z utrwalanych mitów w twórczości pisarzy.

Higiena w średniowieczu


Jeśli zadamy przypadkowym osobom pytanie, co wiedzą na temat średniowiecza,
bardzo prawdopodobne jest, że miedzy innymi dowiemy się o higienie średniowiecznych ludzi, czyli de facto o braku higieny.
Nic bardziej mylnego.

Wybiegając trochę w przyszłość, następne epoki po wiekach średnich były o wiele bardziej brudne, na przykład barok. W Europie od XVI w. bardzo ważna stawała się prezencja i strój.
Pod jedwabiami i aksamitami znajdowały się ciała niemyte od lat. Aby zamaskować różne "aromatyczne" zapachy, w ogromnych ilościach używano perfum i makijażu. Ówcześni lekarze byli zwolennikami teorii, która mówiła o tym, że woda szkodzi zdrowiu i żeby jej unikać. Stąd też powiedzenie "częste mycie skraca życie". Zatem zmienianie koszuli zastępowało kąpiele, a poranna toaleta ograniczała się obmycia twarzy i dłoni wodą z różnymi pachnidłami oraz przepłukania ust winem. Chociaż trzeba mieć na uwadze, że nie każdy postępował w ten sposób.

Średniowiecze nie było epoką totalnego brudu i braku higieny, choć co prawda nie było też epoką najczystszą w zestawieniu ze współczesnością czy choćby starożytnością, która mocno propagowała utrzymywanie ciała w czystości. Starożytni Rzymianie bardzo lubili oddawać się właśnie takim uciechom jak kąpiele w publicznych łaźniach i termach. Fałszywie sądzi się, że średniowiecze było zacofane pod względem czystości na podstawie jej braku w epokach późniejszych. Jednak rzeczywistość jest zgoła inna.

Woda była stale obecna w życiu ludzi i stanowiła część ich przyjemności, na co wskazują bardzo liczne źródła sięgające nawet XII w. takie jak herbariusze, traktaty medyczne czy fablieux (wierszowane opowieści obyczajowe), królewskie i książęce księgi rachunkowe, spisy rzeczy osobistych, a także i miniatury. Istotą kąpieli czy to prywatnych czy towarzyskich (w łaźniach) nie była tylko i wyłącznie dbałość o czystość cielesną, ale także najzwyklejsza przyjemność. Taki rodzaj uciech ilustrują liczne manuskrypty.

Prawdziwą obsesję czystości dzieci i niemowląt zapoczątkowali Wincenty de Beauvais i Aldebrandin ze Sieny, którzy w swoich XIII wiecznych traktatach pisali, że należy kąpać je trzy razy dziennie, kiedy są wyspane. Bartolomeusz Anglik w "Księdze własności rzeczy", będącej wręcz podręcznikiem do XVII w. podawał instrukcje dotyczące całego rytuału kąpania niemowląt. Balia zawsze musiała stać w pobliżu rozpalonego kominka, a zaraz przy niej na dziecko miał czekać czysty ręcznik. Przed zetknięciem z wodą opiekunka sprawdzała temperaturę wody łokciem (tak jak robi się to i dzisiaj). Częstotliwość kąpieli wynikała z przypisywanych im wartości leczniczych. Nawet sporządzano specjalne balie dla
dzieci – owalne lub okrągłe wykonane z drewnianych klepek. W środowiskach arystokratycznych można było spotkać wykonane z metalu lub brązu. W kronice Froissarta z 1382 r. wspomina się, że przy okazji grabieży sprzętu hrabiego Flandrii znaleziono balię "w której był od dziecięctwa kąpany, która była ze srebra".

Dla ludzi dorosłych mycie się czy kąpiele stanowiły integralną części codzienności, zwłaszcza od XIV w.
W większości miast dzielnice posiadały swoje łaźnie z wejściem od ulicy, które zdobyły wielką popularność już dwa stulecia wczesniej ze względu na to, że o wiele łatwiej było uczęszczać człowiekowi do łaźni publicznych niż przygotować kąpiel we własnym zakresie. Kiedy zbliżał się zmrok łaziebnicy nawoływali na ulicach, że "woda jest ciepła zaprawdę!".
Do dzisiaj w miastach można dostrzec pozostałości po łaźniach i termach choćby po nazewnictwie ulic.
W Paryżu w 1293 r. naliczono 27 łaźni wpisanych do ksiąg. Oczywiście istniały one już dużo wcześniej, co wiadomo z dokumentów Świętego Ludwika, który chciał nałożyć na łeziebnictwo pewne obostrzenia.

W Krakowie doszukano się dwunastu łaźni publicznych. W XV w., który był apogeum rozwoju tych instytucji, Brugia i Bruksela posiadały ich aż 40. Nawet tak małe miasteczko jak Chartes we Francji miało 5. Ponadto niektóre miasta w dokumentach stanowiących umieszczały zapisy o obowiązku uczęszczania do łaźni choć raz w tygodniu.

Pałace królewskie, niektóre budynki mieszkalne i klasztory posiadały pomieszczenia do kąpieli już w czasach Karolingów, a łaźnie zostały rozpowszechnione w Europie najprawdopodobniej przez krzyżowców, którzy dostrzegli ich piękno w krajach arabskich, gdzie higiena i medycyna stały na naprawdę wysokim, jak na średniowiecze, poziomie.

W 1258 r. proboszcz Paryża Szczepan Boileau napisał "Księgę zawodów" kodyfikującą różne zajęcia cechowe, w której rozróżnił łaźnie na wilgotne i suche.

Oczywiście te instytucje, niekiedy prowadzone nawet przez duchownych, przynosiły spory zysk. Na podstawie przepisów paryskich z 1380 roku wiemy, że łaźnia parowa kosztowała dwa denary, łaźnia z balią i z ciepłą wodą cztery denary, a łaźnia parowa i kąpiel razem kosztowały osiem denarów. Dla porównania bochenek chleba w tym czasie kosztował jeden denar.

Na mocy edyktu Świętego Ludwika z 1268 roku zabraniało się wpuszczania do łaźni kobiet lekkich obyczajów i w szczególności chorych. "Que nul du dit mestier ne soutienge en leurs étuves, bordiaux de jour et de nuit. (Niech nikt z cechu nie dopuszcza do łaźni nieczystych dnia i nocy)". Jednakże niektóre miasta przymykały oko na córy Koryntu, ze względu na podnoszenie się atrakcyjności łaźni.

Łaźnie i termy nie stanowiły jedynego elementu higieny w średniowieczu. Oprócz nich istniały środki czystości takie jak mydło, którego były trzy rodzaje: galijskie, żydowskie i saraceńskie. Różnica w nich polegała na środkach użytych do ich produkcji. Z reguły wytwarzano je z oliwy i tłuszczu zwierzęcego zmieszanego z potasem. Mycie głowy także nie sprawiało problemu. Herbariusz z XIII wieku zaleca używania do tego celu soku boćwinowego, jeśli trzeba było pozbyć się łupieżu i liści orzechowca dla poprawienia piękna włosów. Ten sam herbariusz radził usuwać włosy i mycie się pod pachami przy pomocy wina połączonego z wodą różaną i sokiem rośliny zwanej casseligne. Zęby wybielało się pastą żywiczną.

Miniatura z początku XVI wieku ukazuje scenę gdzie prostytutka myje się, czekając na klienta, zatem nie była to przyjemność, a banalna higiena.

Od XIII w. niektórych budynkach w miastach budowano specjalne miejsca na latryny i zlewozmywaki.
Zlewy umieszczone były głównie w sklepionych niszach i miały zapewniony dopływ wody. Przykładem takiego domu może być ten z XIII w. z ulicy Daudade w Cahors. Ścieki z domów odprowadzane były do specjalnych fos lub nawet fos miejskich, które co jakiś czas czyścił zajmujący się tym cech. Jan Drabina – wybitny zanwca średniowiecza i profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego twierdzi, że sieć wodociągowa w miastach z przełomu XIV i XV w. nie była rzadkością. Takową sieć miało wiele miast śląskich, m.in. Bytom, Gliwice, Świdnica, Ziębice i Wrocław. Dodatkową ciekawostką jest to, że we Wrocławiu woda doprowadzana była do ponad 600 punktów – prywatnych domów również, a brukowane ulice ułatwiały odpływ nieczystości.

Jak widać średniowieczni ludzie znali dokładną definicję słowa higiena i stosowali się do niej. Często mówi się, że wraz z nadejściem wieków średnich nadeszły wieki ciemności, a dorobek kulturalny i naukowy starożytnych popadł w niepamięć. Jest to krzywdzącą nieprawdą.

Jednak trzeba pamiętać, że ogromną warstwę społeczeństwa średniowiecznego stanowili chłopi, którzy byli o wiele mniej zamożni od mieszczan czy arystokracji, a co za tym idzie nie mogli sobie tak często pozwalać na takie luksusy, ale wcale nie znaczy, że i oni nie dbali o czystość.


Oprócz dwóch powyższych stereotypów, którym poświęciłem więcej uwagi, jest jeszcze cała masa, jednak do objaśnienia wszystkich nie starczyłoby mi liter na klawiaturze.

Popularnym stereotypem wśród ludzi jest również waga miecza. Spotkałem się z opiniami, że miecze ważą około 20 kg, na co zawsze reagowałem śmiechem. Spróbujmy sobie wyobrazić jak wyglądałyby walki takimi mieczami. Ich koniec następowałby prawdopodobnie po kilku uderzeniach. I w tym momencie spotykałem się z argumentami, że "średniowieczny człowiek musiał być przecież silny i sprawny!". Z jednym się zgodzę – człowiek władający mieczem rzeczywiście miał w tym wprawę i jakąś siłę. Jednakże osoby na co dzień zajmujące się fechtunkiem o wiele częściej ćwiczyły samą technikę walki, a nie siłę uderzenia, która szła w parze razem z techniką. Jako rekonstruktor i walczący od pięciu lat miałem okazję przekonać się o prawdziwości tego twierdzenia. Tak czy inaczej jestem pewien, że nawet bardzo rosły i niewiarygodnie silny człowiek, jak znany dzisiaj Mariusz Pudzianowski, nie dałby rady długo walczyć mieczem o takiej wadze.

Niektóre miecze owszem ważyły około 10 kg. Miecz defiladowy z XV w. należący do szkockiej rodziny królewskiej ważył 15 kg, był bardzo zdobny i pięknie się prezentował, jednak nie nadawał się do walki. Były to najcięższe miecze. Broń, która służyła do walki miała różną wagę, ale nigdy aż tak kolosalną. Miecz jednoręczny ważył około kilograma, miecz długi, błędnie powszechnie nazywany dwuręcznym, około 2 kg, a prawdziwe miecze dwuręczne, tzw. flambergi czy szkockie claymore'y ważyły około 3 – 3,5 kg.

Waga miecza jednoręcznego ( 1 kg) jest pozornie mała, jednak zapewniam, że po dwóch minutach walki takim mieczem człowiek jest wycieńczony.

Skoro już jesteśmy przy temacie walki, która oczywiście kojarzy się z rycerzem, na koniec artykułu zadamy sobie pytanie: jaki jest powszechny obraz średniowiecznego rycerza? Zakuty w lśniącą zbroję od stóp do głowy niczym pancerna puszka, która w ogóle nie może się ruszać, a gdy upadnie, już nie może się podnieść.
Jest to wizja równie mylna, co wyidealizowana.. Zbroja i poszczególne elementy pancerza były tak wykonane, żeby zapewnić maksymalną ochronę przy jednoczesnej mobilności, gdyż istotą pancerza jednak była walka w nim, a cóż to byłaby za walka, gdyby walczący nie mógł się w niej poruszać. Nawet zbroja maksymiliańska, pasująca do wizji lśniącego rycerza, zapewniała całkowitą mobliność, zakrywając całe ciało. Dla potwierdzenia dodaję filmik: https://www.youtube.com/watch?v=5hlIUrd7d1Q


Piotr Bruzda
This article was last edited by piter on 12 Kwi 2016, 20:56


Kto jest na forum

Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot], Majestic-12 [Bot]